Trochę ciekawostek o wakacjach!

Właśnie kończą się wakacje. Dzieci mniej czy bardziej chętnie znowu zawitają w szkolnych progach. A rodzice muszą wyskoczyć z kasy na książki, zeszyty, składki na  komitet rodzicielski i przeróżne niepotrzebne lub zbyt drogie utensylia szkolne  – jak różowy tornister z Elsą z Królowej Lodu (dla dumnej uczennicy) lub wściekle czerwony z postaciami z Angry Birds (dla początkującego uczniaka). Ale tak z drugiej strony odpadają wydatki związane z wysyłaniem dzieci na obozy tematyczne (np. surfingowo-astronomiczno-garncarskie). Lub związane z koniecznością sfinansowania rodzinnego wyjazdu na wczasy do przytulnego Mielna lub jeszcze bardziej uroczego Władysławowa. Ach, te uroki wakacji… Ale skąd się w ogóle wzięły wakacje?

Pierwszymi wakacyjnymi urlopowiczami byli starożytni Rzymianie. Oczywiście nie wszyscy; jedynie arystokracja. To podobno właśnie wśród tych biednych, zapracowanych duszyczek rozkwitło skromnie pragnienie, aby od czasu do czasu wyrwać się z Rzymu i w spokoju odpocząć od stresu związanego z pomnażaniem majątku, wydawaniem uczt i oglądaniem pojedynków gladiatorów. W przekazach nieźródłowych (np. serialu Spartakus – polecamy zwłaszcza wersję nieocenzurowaną 🙂 ) wskazuje się, że Rzymianie ciężko pracowali również poprzez knucie intryg, zlecanie morderstw, a chyba najciężej poprzez nieustanne uskutecznianie uciech cielesnych z żonami własnymi i zwłaszcza cudzymi.

 

Inna teoria głosi, że powód wyjazdów był dużo bardziej prozaiczny. W Rzymie istniała co prawda niemała sieć kanałów miejskich, którymi odprowadzano nieczystości. Istniało nawet dosyć sporo latryn miejskich i łaźni. Jest jedno ale. Otóż w domach dla biedoty, których była zdecydowana większość (a w Rzymie często budowano domy wielopoziomowe – takie nasze kamienice) nie było łazienek i kanalizacji wewnętrznych, w związku z czym nieczystości wylewane były wprost na ulice. Czyli co niepotrzebne i nie pachniało fiołkami – do wiaderka, myk za okno – i gotowe. Proste i praktyczne. Tylko ten na dole (np. nieostrożny turysta krajów słowiańskich) powinien przewidywać, że coś może splamić jego blond grzywkę. Co prawda za oblanie przechodnia prawo przewidywało karę za „przyodziewek i straty na honorze”, niemniej poszkodowany raczej rzadko miał szansę udowodnienia, kto był właścicielem miski lub wiaderka, z którego jego głowa przyjęła niespodziewany dar niebios. A te zwyczaje powodowały (zwłaszcza w ciepłe dni) zagęszczanie się miejskiej atmosfery, czyli powstawanie antycznego smogu. Dużo bardziej uciążliwego niż dzisiejszy, milutki, prawie niewidoczny i mało drażniący dla nosa (w porównaniu do starorzymskiego) smoguś. Tak więc generalnie idea wakacji była pomysłem tych Rzymian, którzy po prostu chcieli pooddychać mniej skażonym powietrzem.

Wracając do tematu głównego – w przypadku arystokratów trudno było mówić u pracy, gdyż ich życie to były wieczne wakacje. Oczywiście do chwili gdy Neron lub inny Kaligula stwierdzili, że czas kończyć wakacje danego delikwenta poprzez dekapitację. Czyli trwałe obniżenie wzrostu o rozmiar głowy. Czasami jednak dostawał on (nie Neron, tylko ten, którego Neron wskazał) szansę przeżycia, a i lud dostawał nieco uciechy. W takiej sytuacji niegdyś zapracowany arystokrata mógł w Koloseum wykazać się przygotowaniem do surwiwalu, czyli pojedynku z tygrysami lub gladiatorami, a czasami jednocześnie z jednymi i drugimi. Jak zabawa to zabawa. Tych, których Neron się nie czepiał, budowali wille gdzieś z dala od stolicy, gdzie spędzali wolne chwile. Np. na Capri – która to wyspa do dnia dzisiejszego uchodzi za dobrą i nietanią miejscówkę na wakacje. 

Przez kolejnych 2000 lat wakacje pozostawały rozrywką dla bogatych, których praca polegała na wyzyskiwaniu chłopów pańszczyźnianych (polska szlachta), łupieniu chłopów i mieszczan  w czasie wojen (rycerze w całej jeszcze wówczas niezjednoczonej Europie) lub wyzyskiwaniu biednych robotników (krwiożerczy kapitaliści z całego świata).
Dopiero w XX wieku coś się zaczęło w tym temacie zmieniać. Ale idea wakacji w końcu dotarła i na stałe zagościła nawet pod strzechami. O ile ktoś pamięta, o co z tym strzechami w ogóle chodzi i gdzie te strzechy są.

Obecnie na wakacje jeździ również przeciętny Labowicz. Oj, przepraszam, przeciętnych Labowiczów nie ma, są sami wspaniali 🙂 Ale uwaga – wakacje się kończą. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu nasze rozgrywki ligowe znowu ruszą z kopyta!

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s